Prolog, czyli intro(wersja).

Jutro wyruszam pieszo na zachód w kierunku wysp brytyjskich. Gdzieś po drodze w życiu zgubiłem sens...  choć być może go po prostu dotychcza...

sobota, 5 września 2015

#061 2015.07.31 Nijmegen - #068 2015.08.07 Antwerpia



Jajka, ziemniaki, chleb- wszystko z automatu.

2015.07.31 15:04 zatrzymałem się  na takiej oto ławeczce, przy ruchliwej drodze rowerowej. Po chwili dosiadła się kobieta w ciemnych okularach, z plecakiem- pomimo niewielkiego bagażu, miała bardzo dużo do noszenia. Okazuje się, że przemierza lokalny szlak turystyczny, ok 100km. Jest to jakaś bardziej zorganizowana akcja- mają wyznaczone stacje i broszury informacyjne. Pokazała mi logo i z zaskoczeniem stwierdziłem, że już widziałem dziś nalepkę z tą grafiką. Po chwili podeszła druga dziewczyna i od razu zaczęły że sobą rozmawiać w Dutch. Spytałem czy się znają, okazuje się, że nie, rozpoznały się po przyczepionych do plecaka obrączkach, które dostaje się za zaliczenie kolejnych punktów. Są to obrączki, takie jak zakłada się ptakom na nogi... tylko, że z nazwami stacji, a za samo uczestnictwo w akcji wpisowe wynosi 27€! Otwarcie stwierdziłem komercyjność przedsięwzięcia. Pierwsza tłumaczyła jednak, że to koszty utrzymania stacji. Poszły sobie niebawem po tym gdy zażartowałem, że na koniec pewnie otrzymują w nagrodę jedną dużą obrożę na szyję.

Ten most odegrał istotną rolę podczas II WŚ.

-Dude, I don't remember last night...
Why am I Busted?


Teraz już będę wiedział, że "zeezout" to sól.





Płatki owsiane z masłem orzechowym,
banananem i miodem. Mniam!

#061 Uden [NL]

Po zrobieniu zakupów usiadłem na ławce żeby coś zjeść i podliczyć kasę. Na przeciwko, po lewej miałem dworzec autobusowy. 
Co za paskudne brzoskwinie kupiłem, a to musli miało być 3 razy tańsze...
W pewnym momencie usłyszałem głośna rozmowę na lewo. Autobus odjechał, a jakiś dosyć ciemnoskóry młodzieniec z plecakiem cisnął pełną puszką w rondo nieopodal, krzycząc za autobusem "f*ck you!", po czym podszedł do innego, siedzącego na przystanku. 
...przynajmniej jogurt i biszkopty są takie, jak być powinny...
zorientowałem się, że dwóch ziomków z przystanku kręciło się po chodniku za moimi, szukali miejsca by przysiąść. Moja ławka była zestawiona tyłem z drugą, na której ostatecznie oni spoczęli. Zapachniało paloną trawą. To w połączeniu z głośna rozmową spowodowało, że zacząłem się zbierać. Gdy wstawałem, nawiązała się rozmowa. 
Byli młodsi ode mnie. Obaj reprezentowali zdecydowanie hip-hopowy styl, czego najlepszym dowodem były czapki z idealnie prostymi daszkami. Okazało się, kierowca autobusów odjechał nie zabierając tego przyjezdnego, który siedzi teraz z mojej prawej i patrzy na mnie zza lustrzanych okularów, pomimo że ten stał na przystanku. Nie wnikałem w to, że przyczyną mogła być puszka, którą wtedy trzymał. 
Drugi z nich, całkowity afroamerykanin, mieszkający tu, w Uden, pomógł pierwszemu się odstresować. Tak oto siedzą tu paląc jointa, a z telefonu leci rap.
Czarny wręcza mi skręta i z szerokim uśmiechem proponuje żebym zapalił, choć przez jego akcent, trudno było go zrozumieć.
Dziękuję informując, że odstawiłem trawę. Czarny mówi mi, że w takim razie powinienem znowu zacząć!... i tutaj odleciał z rozmarzonym wyrazem twarzy, wychwalając konopie, opowiadając jak to Bóg nam je zesłał, a w jego opowieści pojawił się nawet Jezus. Tia... skąd ją to znam. Widziałem, że jego nowo poznany kolega, też patrzy na niego z lekkim niepokojem zza złotych okularów. W końcu i on sam zorientował się, że nie weszliśmy w jego narrację. 
Zacząłem się żegnać, gdy czarny spytał o facebooka. Mam, ale nie korzystam- mówię. W takim razie da mi swój numer, to będę mógł zadzwonić, gdy znajdzie mnie ochota, aby porozmawiać. Coś tam podyktował. Coś tam zapisałem. Poszedłem.
... ale te brzoskwinie są paskudne...

/ innym razem, przechodząc przez mniejszą miejscowość, zagadał mnie całkiem ogarnięty gość, mówiąc że też swego czasu podróżował, aż pod rosyjską granicę. Rozumie podróżnika i gdybym nie miał gdzie spać, mogę się u nich rozbić. Po za tym ma kontakty do czego bym potrzebował- od marihuany, przez LSD po morfinę. Opowiadał o portugalskim festiwalu muzyki trans, ciągnącym się kilometrami Boom Festival ... jak i o tym, że słyszy głosy w głowie. /

Idąc przez miasto, byłem jeszcze świadkiem sceny, gdy kierowca- zdecydowanie tureckiego pochodzenia- zatrzymał prowadzony pojazd (i ruch tym samym) na środku ulicy, żeby wysiąść i porozmawiać z dawno nie widzianym- jak się zdawało- znajomym z samochodu obok. Uroki multikulturowości.





2015.08.02 #063 [NL] 



W Holandii szczególnie w weekend widać jak ludzie wsiadają na rowery i podróżują między wioskami. Wytyczone są zarówno szlaki rowerowe jak i piesze. Na rowerach szczególnie widać dwie grupy: pary w średnim wieku lub seniorów i kolarzy, którzy zwartą kolumną suną ulicą. Idąc pustą drogą nagle słychać zbliżający się szum i rozmowy. Zazwyczaj w takiej kolumnie panuje harmider jak w ulu- jadąc prostą drogą, dwójkami, można obgadać miniony tydzień z kolegą. A później całą ekipą na obiad- raz ledwo co usiadłem w ogródku kawiarni, gdy dookoła zrobił się hałas, przez grupe, która dopiero co zaskoczyła z kolarzówek.


Przeprawa przez Dommel obok miejscowości Kastelen.
Wchodzisz na 
tratwę i ciągniesz line.











2015.08.03 #064
Zbyt często, mimowolnie wizualizuję przybycie właściciela (gdy nocuje na prywatnym terenie), lub służb porządkowych.
Dzień prędzej rozłożyłem się na polu, z którego zbożne zostało już zebrane, więc podejżewałem, że przez długi czas nikt się tu nie pojawi.


Rano, siedziałem zadowolony jedząc wafle ryżowe z pasta zrobioną z jeżyn rozgniecionych z musli...



... gdy nagle, zza winkla na skraju polu po mojej lewej stronie, wyjechał traktor z jakaś przyczepa. Myślę sobie- pojedzie dalej, ale on wjechał na pole po przeciwległej stronie, naprzeciwko mnie. Zaczął stopniowo, od krańca do krańca, pas po pasie, zbliżać się do mnie! Na dodatek rozsypywał coś za sobą... po chwili poczułem zapach. Zbliżał się dosyć szybko. Ewakuacja! Zacząłem w pospiechu pakować się, gdy ten, będąc w połowie pola, zjechał i udał się w kierunku z którego przyjechał. Pochopnie zrelaksowałem się, by moment później usłyszeć zbliżający się ciągnik. Wrócił z nowa porcja nawozu! 
...nigdy tak szybko nie złożyłem namiotu.


Pózniej, z lasu widzialem jak przejezdza w miejscu gdzie siedzialem.






Każde miejsce jest dobre na tosta z masłem orzechowym i miodem.


2015.08.04 #065















Kleszcze


Hasło "Kleszcz" może Wam się kojarzyć z tytułowym superbohaterem kreskówki (całkiem niezłej zresztą) emitowanej niegdyś na FoxKids (linkYT).

Prawdziwe kleszcze są jednak zdecydowanie anty-bohaterami. Są to pasożyty żyjące na łąkach i w lasach, które podczas żywienia się krwią przenoszą liczne choroby. Często są to bakterie prowadzące do boreliozy, choroby która nierozpoznana może zaatakować stawy (najczęściej), mózg lub serce. Do infekcji przeważnie dochodzi w momencie usuwanie pajęczaka z ciała.

Wiedząc o tym, przed podróżą zaopatrzyłem się w odpowiedni środek, który po zastosowaniu powoduje wycofanie narządu gębowego i śmierć intruza, po czym pozostaje wyciągnięcie go dołączona pęsetą.


Po tym warto jest obserwować to miejsce jeszcze przez kilka tygodni- czerwony rumień dookoła (również "wędrujący" po ciele) świadczy o infekcji.

Kleszcza miałem kilkukrotnie. W dniu #065 zauważyłem rumień na prawej łydce, w miejscu ugryzienia sprzed ok. 2 tygodni, jeszcze w Niemczech. Z tego co wiem, w takiej sytuacji konieczne jest podanie jakiegoś leku... o ile nie jest za pozno. Wg bazy openmaps, w Antwerpii maja kilka szpitali, pozostaje mi się tam udać.

2015.08.05 #066


19:47 Siedzę sobie w rozległym, belgijskim parku pod Antwerpia. W końcu po całym dniu wędrówki wzdłuż ruchliwych ulic i świadomości, że mogę być zarażony, czuję spokój. Jutro, z samego rana, udam się na upatrzone pole kempingowe niedaleko centrum (a jak nie, to gdy tylko znajdę Wi-Fi znajdę i hostel). Wykupie minuty na skype i dzwonie do AXA, żeby dowiedzieć się odnośnie pokrycia kosztów leczenia kleszcza.
Po obserwowałem ludzi, którzy głównie biegają po parku utartymi ścieżkami. Czekam jeszcze trochę i rozbije namiot. Znalazłem sobie miejsce na nocleg na uboczu, myślę że do jutra rana nikt się tam nie pojawi. A nawet gdyby, to co?  Zanim ktoś miałby zawiadomić jakieś służby to daleko. A nawet gdyby: pouczą? Wlepią mandat?



Na kolacje fasola z sosem pomidorowym z warzywami na woka.






Rano...
Jeszcze tylko zatrzeć ślady...
...i można iść.
Dopiero teraz się dowiaduję, że park jest na noc zamykany.



2015.08.06/07 #067/#068 Antwerpia [BL]


Zbliżając się do kempingu już widziałem, ze będzie zatłoczony. Pomimo, że musiałem zboczyć nieco z trasy, znajduje się on w nader atrakcyjnym- jak na kemping- miejscu. Tym bardziej, że kilkaset metrów dalej, zaczynał się jakiś 3 dniowy festiwal muzyczny, przypominający pierwsze, gdyńskie Heinekeny- odbywające się jeszcze na skwerze Kościuszki. Sama Antwerpia jest w tej okolicy łudząco podobna do Gdyni.
O poranku.

Obawiałem się, że nie będzie już miejsca- dookoła małego budynku recepcji było kilka osób i samochodów, a na samym nabrzeżu sporo wozów kempingowych. Jednak bez większego problemu wskazano mi kawałek terenu przeznaczonego na namioty. Rozłożyłem się pod drzewem. Gdy później, chwile po 16ej, poszedłem zarejestrować swoje przybycie i zapłacić, to gość, który prędzej wskazał mi poletko już wychodził i poinformował, ze nie ma problemu żebym zrobił to nazajutrz. Słyszałem tylko, jak zastanawiali się z drugą kobieta z recepcji czy pójdą dziś na kebab, czy gdzie indziej.



Obok mnie, dwa małe namioty należały do Holendrów. Byli nieco młodsi ode mnie, właśnie skoczyli szkoły (jeden kucharz, drugi monter samolotów) i wyruszyli w autostopową podróż do Hiszpanii. Drugiego dnia zostali dowiezieni aż pod sam kemping przez wracających z Holandii mieszkańców Antwerpii. Akurat przygotowywali posiłek, także dosiadłem się ze swoim i się podzieliliśmy. Ode mnie puszka fasoli z kiełbasą, od nich makaron z sosem, salami i pieczarkami. Poczęstowali mnie saszetką kawy, a ja ich resztą czekolady.

Sporo czasu spędziłem przy recepcji, bo było tam najlepsze Wi-Fi, także tam można było znaleźć osoby korzystające z internetu.

Ubezpieczony jestem przez kartę Euro26 (którą można wykupić do 30stki, na rok czasu). Daje ona, w zależności od opcji, całkiem spory zakres ubezpieczenia i- co najważniejsze- również za granicą. Ubezpieczycielem jest w tym wypadku AXA. Po doładowaniu konta Skype, co umożliwiło wykonywanie połączeń po za internetowych (oczywiście będąc podłączonym do internetu), zadzwoniłem na całodobową infolinie alarmową. Kompetentna (lub przynajmniej sprawiająca takie wrażenie- wiem coś o tym) i przyjazna konsultantka oddzwoniła na mój numer, gdyż przez skype trochę przerywało. Po przedstawieniu przeze mnie problemu, przesłała mi SMS-em adresy dwóch szpitali z którymi maja podpisaną umowę i refundują koszty leczenia- tutaj zaznaczyła, ze zwrot otrzymam tylko za pierwsza, niezbędną, interwencję i należy o takowy wystąpić w ciągu tygodnia po powrocie do kraju (pewnie liczą, że ludzie w pierwszym tygodniu zapomną, no bo jaki miało by to sens, skoro nie ma znaczenia czy wrócę za tydzień, czy za rok- bo o to dopytałem).

Późnym wieczorem, serfowałem na kanapie w oświetlonym przedsionku recepcji, siedząc obok młodej kobiety intensywnie piszącej coś na laptopie. Rozmawiając przez skype, głośno zastanawiałem się, ile  i w którą stronę, jest różnica czasu w Wielkiej Brytanii, po czym usłyszałem z mojej lewej, po polsku: "godzina do przodu". Po chwili przyszedł mężczyzna, który okazał się jej mężem i gdy skończyłem wideokonferencję, zaproponował mi, po polsku, piwo. Zaczęliśmy rozmawiać. Zaskoczyło go, pewnie nie mniej niż mnie gdy odezwała się jego kobieta, że usłyszał nasz język. Urodził się polakiem, ale od wielu lat mieszkają z żoną, która jest Niemką, za zachodnią granicą, pracuje tam na uczelni gdzie wykłada filozofię i historię. Obecnie kupili używany wóz kempingowy, aby wraz z córkami wyruszyć w podróż do ...Calais. Podobno z wzgórza na francuskim wybrzeżu, przy dobrej pogodzie widać całe wyspy brytyjskie. Od nich dostałem informacje z pierwszej ręki, że zarówno będąc w Calais, jak i przeprawiając się na druga stronę kanału, nie doświadczyli żadnych problemów ze strony- nagłośnionego w mediach- zjawiska nielegalnych imigrantów.
Opowiadali też, jak podczas sztormu miotało ich kamperem.

Nazajutrz rano, opuściłem kemping razem z holendrami. Od których również nie pobrano opłaty przed rozstawieniem namiotów. Wymknęli się główną bramą niezauważeni. Oni udali się w kierunku głównej ulicy, aby kontynuować podroż stopem, a ja poszedłem do szpitala, aby później wrócić na kolejną noc.
Sam kemping De Molen dzielił od centrum spory kawałek drogi- przeszkodą był przede wszystkim, rozdzielający dwa brzegi, kanał. Sytuacja podobna co w Hamburgu- pomimo, że na mapie jest zaznaczony przebiegający pod wodą tunel, to jest on przeznaczony do ruchu kołowego, a do dyspozycji pieszych jest, nieco ponad pół kilometrowy, tunel św. Anny, z drewnianymi, ruchomymi schodami.

Gdy w okolicy południa dotarłem do szpitala Św.Augustyna, upał dawał się we znaki, więc z przyjemnością schowałem się w nowocześnie wykończonym, starym budynku.
Samo korzystanie ze szpitalnych usług jest dobrze zorganizowane. Po wejściu, w holu, od kobiety w portierni otrzymałem szczegółowe informacje w języku angielskim, jak powinienem dalej postąpić. Po telefonicznym upewnieniu się przez nią, że jednak nie mogę być przyjęty bez pobierania numerka, po chwili już stałem przy jednym z okienek rejestracji.
Rejestratorka pobrała moje dane z paszportu i, z racji że nie mam ubezpieczenia, konieczne było zapłacenie 75 euro. Jest to jednak maksymalna kwota, w zależności od usługi, która zostanie mi wyświadczona, minimalnie, a zarazem zazwyczaj wizyta kosztuje 35euro.
Jako obywatele unii europejskiej, gdy jesteśmy ubezpieczeni w NFZ, możemy przed podróżą do krajów członkowskich wyrobić Europejską Kartę Ubezpieczeń Zdrowotnych (EKUZ) i- gdy usługa jest refundowana w naszym kraju (a podstawowa wizyta u lekarza pierwszego kontaktu oczywiście do takich należy), możemy skorzystać z niej "za darmo".
Zgodnie z polskim prawem, ubezpieczenie utrzymujemy przez 30 dni od momentu rozwiązania stosunku pracy (oczywiście, gdy były odprowadzane składki) lub od momentu utraty statusu osoby bezrobotnej (gdy jesteśmy zarejestrowani w Powiatowym Urzędzie Pracy).
Ja, po rozwiązaniu umowy z dotychczasowym pracodawcą, od razu zarejestrowałem się w PUPie ;) Aby utrzymywać status osoby bezrobotnej i zarazem ubezpieczenie, musimy regularnie stawiać się na wyznaczone terminy spotkań z doradcą zawodowym- w mojej sytuacji oczywiście nie jest to możliwe. Przed podróżą chciałem uzyskać status osoby poszukującej pracy na terenie unii, bo jest i taka możliwość. Jesteśmy wtedy niejako delegowani przez nasze państwo na okres 3mcy i na tej podstawie otrzymujemy EKUZ. Ostatecznie jednak, gdy tydzień przed wyruszeniem udałem się w tym celu do Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Gdańsku, dowiedziałem się, że jest już za późno i ogólnie wiąże się to z dużą ilością biurokracji... choć podejrzewam, że mężczyzna i kobieta obsługujący mnie wtedy nie do końca znali procedury postępowania w tym wypadku. Natomiast gdy później udałem się do placówki NFZ po przysługujący mi, 30 dniowy EKUZ (od momentu przyszłego niestawienia się w PUPie już na początku czerwca), otrzymałem "ot tak" kartę wystawioną na 2mce. Haczyk jest jeszcze taki, że to osoba posługująca się EKUZ w momencie zapotrzebowania na usługę medyczną, poświadcza o swoim ubezpieczeniu w macierzystym kraju, w wypadku minięcia się z prawdą, problemy pojawią się gdy podmiot świadczący usługę medyczną za granicą zwróci się o zwrot do ZUSu, a ZUS do nas.  Zatem okres 2mcy wydrukowany na karcie niczego nie zmieniał, ubezpieczenie wygasało mi 30 dni od momentu niestawienia się u doradcy zawodowego (nawiasem mówiąc, po niestawieniu się następuje kilkudziesięciodniowy okres karencji, podczas którego nie można ponownie zostać oficjalnie bezrobotnym.)

Po rejestracji otrzymałem wydruki dla lekarki i konkretny "route", ścieżkę, która prowadzi prosto do poczekalni. Byłem jedynym czekającym. Po nadejściu mojej kolejki (a w praktyce w momencie, gdy lekarka skończyła przerwę), asystentka zaprosiła mnie do gabinetu. Diagnoza była szybka, doktor jedynie przez chwilę zastanawiała się, wertując jakieś notesy, jaki antybiotyk mi przepisać, aby nie było interakcji ze słońcem.
Udałem się ponownie do rejestracji aby odebrać 40 euro nadpłaty i zadowolony (na ile można być w tej sytuacji) ze sprawnej obsługi, udałem się do najbliższej apteki. Tu pojawił się problem, bo jak zauważyły młode farmaceutki, ilość leku nie wystarczy na okres jaki powinienem go stosować. Za ich radą, wróciłem do szpitala. Po chwili czekania, przechwyciłem asystentkę, gdy ta wyszła po kolejnego pacjenta i przedstawiłem problem. Ta przyjrzała się wykupionym lekom, poszła do gabinetu i wróciła z dodatkową receptą, mówiąc, że nie wie dlaczego tak mało mi dano w aptece (...czyli wina aptekarek?). No nie ważne. Poszedłem do apteki. Ta była zamknięta z powodu przerwy obiadowej. Z tego co widziałem, jest to dosyć powszechne, że firmy robią sobie np. godzinną przerwę w ciągu dnia. Ostatecznie kupiłem resztę antybiotyku w innej aptece. Nadal całość, zażywana zgodnie z receptą 3x dziennie, nie wystarczy na pełne 3 tygodnie, o których była mowa podczas wizyty, ale nieważne. Na pewno nie będę jeszcze raz szedł do szpitala.


Następnego dnia, za przykładem holendrów, opuściłem kemping z samego rana nie płacąc. ...przez co miałem później kaca moralnego- w końcu rozmawiając z nimi wczoraj, to ja opowiadałem się za uczciwością i ponad materialnymi wartościami. A jednak postąpiłem tak samo.





8 komentarzy:

  1. Dobrze że znów "nadajesz"!

    OdpowiedzUsuń
  2. Holandia, duży kraj... :|

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisz trochę o sprzęcie jaki posiadasz. Co z kuchenką - gdzie zaopatrujesz się w paliwo?

    OdpowiedzUsuń
  4. temat chyba zamknięty.. ktoś wie czy doszedł, czy go Syryjczycy nie przejęli?

    OdpowiedzUsuń
  5. Maciek, kiedy jakieś podsumowanie czy coś, cokolwiek?

    OdpowiedzUsuń
  6. Daj znać czy cel osiągnięty. Zdaje się, że sporo ludzi wypatruje 'podsumowania'.
    Poza tym - gratuluję pomysłu na podróż i wykonania oraz bloga, śledziłem twoje poczynania z ciekawością.
    Pozdrawiam,
    KL.

    OdpowiedzUsuń
  7. postaram się czegoś dowiedzieć i dopisać info ;] wyruszył z naszego małego korpo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z przykrością zawiadamiamy, że podróżnik i autor bloga nie dotarł na miejsce. W trakcie wędrówki w Holandii został potrącony przez samochód i zmarł w drodze do szpitala. Niech mu ziemia lekką będzie.

    OdpowiedzUsuń