Prolog, czyli intro(wersja).

Jutro wyruszam pieszo na zachód w kierunku wysp brytyjskich. Gdzieś po drodze w życiu zgubiłem sens...  choć być może go po prostu dotychcza...

piątek, 31 lipca 2015

#055 2015.07.25 Enschede - #060 2015.07.30 Nijmegen

#055

Płatki owsiane z leśnym miodem i nektarynką.



Później rozpętał się sztorm. Będąc już za miastem co kilka kroków przystawałem pod drzewem, żeby choć trochę się osłonić od deszczu padającego niemal poziomo w twarz. Prognozy po GSM nie miałem, ale nie zapowiadało się na szybki koniec. W okolicy żadnego zadaszenia. Znalazłem miejsce dosyć osłonięte w rogu łąki, obok czyjejś posiadłości gdzie budynek stanowił zaporę przed wiatrem. Zgrabiałymi dłońmi udało mi się w końcu rozstawić namiot obok czyjegoś ogrodzenia. Cały mokry i zmarźnięty wszedłem do namiotu. Najpodlejsza pogoda z jaką się spotkałem.


#057 Spilmans Huskee

Na mojej trasie w Holandii napotykam zaskakująco mało ławek (i stolików), a tym bardziej chatek turystycznych. Jak już coś jest, to obowiązkowo z tabliczką kto to zasponsorował. W Niemczech na początku niemal każdej miejscowości był zadaszony przystanek- a tu przystanków i innych punktów gdzie można by się schować- brak! Dotychczas napotkałem 2 chatki: jedna reklamowa, zrobiona przez producenta na jego terenie:

oraz Spilmans Huskee, którą opiekuje się rodzina Spilmanów. W każdym razie tyle wywnioskowałem z bogatej dokumentacji znajdującej się w środku... w języku którego nie znam.
Lepiej nie mogłem trafić.






Spędziłem tam 3 godziny podczas naprawdę grubej ulewy, toteż nie omieszkałem zostawić wpisu w księdze gości:
...a była nawet skrzynka na sugestie. Przez chwilę myślałem, żeby zaproponować instalacje Wi-Fi, ale sobie opuściłem.


#059


Dawno już nie widzieliście namiotu.



Kolejna przeprawa promowa.

Czereśnie z automatu.

Na co drugim gospodarstwie widać konie lub kuce,
a na ulicach przyczepy wiozące parzystokopytne.

Ah, te zdjęcia robione pod zachodzące słońce.



#060 Nijmegen

Już po 7ej rano zawinąłem się z lasku składającego się z  wysokich, cienkich drzewek, niczym bambus, które stukając o siebie przy każdym powiewie wiatru, wydawały swoistą melodię. Często mam problem ze znalezieniem jakiegoś nie-prywatnego kawałka, gdzie mógłbym postawić namiot, wszystko ogrodzone drutem kolczastym.

Wdrapałem się na wał, który wczoraj mnie tu doprowadził. Siedziałem oczekując, aż poranne słońce pokona przeszywające zimno wiatru. Tą samą, od dwóch miesięcy, niebieską, plastikową łyżeczką wyskrobywałem ze słoika resztki masła orzechowego wymieszanego z miodem.

Jadłem i obserwowałem pasące się krowy. Zwykle patrzy się na nie jak na stado- ot, krowy. A jednak, poszczególne zachowują się na swój sposób inaczej: jedna zaczynała skubać trawę zawsze tam, gdzie koleżanka- jakby z zazdrości, dwie kolejne przytulały się do siebie głowami- zupełnie jak ludzie, a ciekawska indywidualistka podchodziła do każdego obiektu leżącego na łące i trącała badawczo pyskiem. Z pewnością przypomnę sobie te sceny następnym razem w kolejce po hamburgera.

Z podejrzliwością spoglądałem na czyste niebo. Im dalej idę w kierunku oceanu, tym pogoda staje się bardziej nieprzewidywalna. Z minuty na minutę niebo zanosi się nasiąkniętymi niczym gąbka, ciemnymi chmurami i pozostaje loteria: czy wilgoć nagromadzona w chmurach rozleje się nad głową, czy jednak wiatr przegna je bokiem.
Rodzi to konieczność noszenia ubrań przeciwdeszczowych na wierzchu. Plus ze spodniami jest taki, że są rozpinane po bokach i mogę je szybko nałożyć. Do odziania pozostaje jeszcze góra i plecak. Każdy taki postój zajmuje chwilę, a zdaża się, że niebawem po przebraniu pogoda znowu się zmienia i jest za ciepło lub... za mokro.

Za mną, co kilka minut, przejeżdżał ktoś na rowerze lub skuterze w stronę oddalonego o 5km Nijmegen. Chwilę później sam udałem się w jego stronę.

Obiecałem sobie, że od razu po wejściu do miasta idę do 1szej kawiarni. Doprawdy, warunki zewnętrzne i ograniczanie się w ostatnim tygodniu dały mi w kość i odbiły się na samopoczuciu. Teraz dostrzegam, jak odrobina luksusu podnosi na duchu.

Targowisko. Chciałabym je zobaczyć w godzinach szczytu.



Squat. Na obrazku jest jednorożec
przebijający policjanta i podpis:
"anything is possible"

Buty. Rozwieszone tak do końca ulicy.

Nagle uderzył mnie tekst na wystawie po polsku, agencja pracy. Widać mają oferty stargetowane pod Polaków...
Ja jednak podziękuję,
mnożę tylko do stu.

Zoologiczny z działającym wiatrakiem na dachu.
Nie wchodziłem, ale zakładam, 
że jest napędzany przez chomiki.

I wlepki. Te mi najbardziej przypadły do gustu:







3 kampingi, które miałem oznaczone obok siebie, okazały się jednym, skautowym- bez pralki i bez Wi-Fi. Kobieta w recepcji zaproponowała jakiś proszek do prania na sucho, a jedyny dostępny komputer będzie sprawny za 3 dni... Udałem się więc do oddalonego o nieco ponad kilometr kempingu, który mi wskazała na mapie,a który de facto już miałem oznaczony jako kolejny do sprawdzenia.



Co do samej komunikacji werbalnej z holendrami. O ile jakieś podstawy niemieckiego znam, o tyle wchodząc do Holandii nie znałem nic. Pobrałem pakiet językowy do translatora google i sprawdzałem jak jest dzień dobry. Tak na prawdę rzadko słyszę "Goedendag", czytane jako "hudedah".
Często Holendrzy witają się "hoi", młodzi wypowiadają to jako angielskie "hi".
W praktyce, rzucasz napotkanej osobie "ch*j", ona tobie to samo i odchodzicie zadowoleni.
Generalnie, "halo!" jest uniwersalne. Na pewno w Niemczech, w Holandii i Anglii (choć tego jeszcze nie mogę potwierdzić), no a w Polsce "halo" jest przypisane do rozmowy telefonicznej.



14 komentarzy:

  1. Witam,
    Ciesze się z Twojego powrotu do blogowania i pisania. Powodzenia.
    Ray

    OdpowiedzUsuń
  2. oo jest wpis. super! biere sie za czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Halo ? Takie nieprzypisane do telefonu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielu czeka na kolejne wpisy !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na moje oko to już jest chyba na miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co sie dzieje ze nie ma nowych wpisow ? niektorzy tu czekaja kolego, ja na przyklad jestem z toba od samego poczatku

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej niedawno odkrylem tego bloga. Szacunek, bo zawsze chcialem cos takiego zrobic ale zawsze brakowalo mi odwagi. Jak bedziesz chcial sie z kims powluczyc po UK to pisz: cormac2@wp.pl pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  8. Co z kolejnymi wpisami ?

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej.
    Czy ktoś ze znajomych autora blogu wie co się z nim dzieje?
    Zastanawiam się czy nic mu się nie stało.
    Czytałem jego bloga regularnie jak rzadko którego a tu takie niespodziewane zakończenie.
    Wyglądał na takiego, który kończy rozpoczęte sprawy.
    Z drugiej strony "droga byla celem" a nie zaspokajanie oczekiwań obcych ludzi czytających wpisy...
    W każdym razie mam nadzieje, że miewasz się dobrze chłopie.
    Pozdro.
    Ds.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyłączam się do pytania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę już tutaj nie zaglądałem, widzę że przeszedłeś kawał drogi, więc życzę bezpiecznej dalszej podróży.
    P.S mieszkałem kiedyś w Huissen, to niedaleko Nijmegen.

    OdpowiedzUsuń