Prolog, czyli intro(wersja).

Jutro wyruszam pieszo na zachód w kierunku wysp brytyjskich. Gdzieś po drodze w życiu zgubiłem sens...  choć być może go po prostu dotychcza...

niedziela, 31 maja 2015

Prolog, czyli intro(wersja).


Jutro wyruszam pieszo na zachód w kierunku wysp brytyjskich.

Gdzieś po drodze w życiu zgubiłem sens...  choć być może go po prostu dotychczas nie odnalazłem. Przez długi czas szedłem po omacku, jak przez mgłę, obijając się o skały bezsensu. Wreszcie, powoli zacząłem zbliżać się do punktu zwrotnego- i wtedy wszystko przyspieszyło...

Kluczową ideą, która przez ostatnie miesiące mi towarzyszyła jest "emigracja zarobkowa", jak to jest elegancko w mediach określane. W wyniku tego, wraz z początkiem roku, z konieczności wróciłem do rodziców aby odłożyć pieniądze na planowaną przeprowadzkę do UK. 
W połowie marca zaczął kiełkować, a następnie wszedł w fazę szybkiego rozwoju pomysł: „Mogę iść pieszo!” Ku mojemu zaskoczeniu i ...szczęściu odkryłem, że oto otwiera się przede mną nowa droga. Moja droga. Ta metaforyczna jak i dosłowna.

Podróżowanie! Cholera, jak to możliwe, że nigdy wcześniej na serio o tym nie myślałem? O podróżowaniu, lecz nie o takim tygodniowym przelocie do hotelu „all inclusive” i zwiedzaniu „must see” atrakcji, tylko o długim, pieszym i nieobwarowanym ograniczeniami.
Okazuje się, że ten kawałek mnie był cały czas gdzieś z boku, czekał na odpowiedni moment aby się ujawnić... dojrzewał. Tak, to jest chyba najlepsze słowo.
Ah, odkryć w sobie, uśpione dotychczas, możliwości- bezcenne uczucie!

Wspomniana wcześniej chęć zarobku była w łańcuchu przyczynowo-skutkowym prowadzącym do dnia dzisiejszego motywacją istotną lecz, jak się okazało, pośrednią. Istotą podróży nie jest samo przeniesienie się z pobudek ekonomicznych. Gdyby tak było, rzecz jasna, wybrałbym transport lotniczy (sprawdzone przed chwilą- lot do Londynu z RyanAir, bez przesiadek za 2 tygodnie: 109PLN).

Ponad finanse wybiła się potrzeba odmiany. Całkowitej. Całkowitego odrzucenia schematów z których buduję codzienność. A gdzie doświadczę bardziej kompleksowej odmiany niż podczas nieskrepowanej czasem i przestrzenią wędrówki? Codzienne budzenie się w innym miejscu z paletą świeżych bodźców i doświadczeń. To jest to!
Zaakceptowałem to, że moje upodobanie do samotnych wędrówek nie jest tylko środkiem zastępczym w poszukiwaniu celu- aktualnie piesza podróż jest celem samym w sobie. Prawdopodobnie celem pośrednim, z pewnością do czegoś prowadzącym. Celem koniecznym do realizowania na ten moment, aby zachować w sobie spójność i nie zgnuśnieć za korporacyjnym monitorem.

Zatem zrozumiałem, że właśnie stoję przed wyborem tego jak chcę wykorzystać kolejny kawałek przysługującego nam życia i że jeśli tylko chcę, to mogę wybrać to z czym czuję się dobrze, mogę wybrać przytłumioną pasję. Nawet jeśli wiąże się to z wielkim krokiem w nieznane i- co za tym idzie- opuszczeniem strefy komfortu, to psychicznie jestem na to gotowy. Co najważniejsze- nie mam żadnych ograniczających mnie zależności i uwarunkowań. Jeśli tylko chcę mogę przygotować się do takiej wyprawy.

Ostateczna decyzja zapadła po przeczytaniu wpisu na jednym z blogów, mówiącego o tym, że Ci, którzy chcą, a nie udaje im się wyruszyć w podróż swojego życia, po prostu nigdy nie wyznaczają sobie deadlin'u, dnia w którym, niezależnie od wszystkiego, ruszasz. Jeśli naprawdę tego chcesz, podejmij tę decyzję teraz, w tym momencie. I podjąłem- 1 czerwca. Odtąd zacząłem stopniowo oswajać się z nową koncepcją, oraz rozeznawać i gromadzić potrzeby ekwipunek.
Co musi przygotować osoba, która nigdy wcześniej nie podróżowała? Wszystko.

Wyruszając w tę wyprawę poszukuję spontaniczności.
Chcę możliwie dalece porzucić działanie wedle ustalonych przez otoczenie, neurotycznych zasad i przyzwyczajeń.
Chcę uwolnić kreatywność zakneblowaną w schematyczną prozę codzienności.
Chcę zharmonizować działanie świadome z intuicyjnym. Może brzmieć to abstrakcyjnie, natomiast ten dualistyczny sposób postrzegania najogólniej tłumaczy mi funkcjonowanie psychiki i wskazuje właściwy kierunek rozwoju.
Czas pokaże jakie wartości skrywa otaczająca moją drogę nieświadomość. Na ten moment jedno jest pewne- to właśnie droga jest celem.

Początkowo rozważałem całkowite odcięcie się i nie zabranie ze sobą nawet telefonu, a gdy ktoś mi sugerował pisanie bloga, głośno się nad tym zastanawiałem.
Uznałem jednak, że czuję chęć dzielenia się doświadczeniami właśnie w ten sposób.
Podróż i blog są dla mnie pytaniem o sens i zarazem odpowiedzią na nie.

Zdarza się, że odczuwam lęk przed nieznanym. Zatrzymuję się wtedy, biorę głęboki, oddech i uświadamiam sobie, że właśnie to nieznane jest wartością, którą chcę oswoić. Gdy przypomnę sobie o tym i o poczuciu bezgranicznej wolności, którą niesie ta podróż- wiem, że warto.

Pozdrawiam wszystkich, którzy pozytywnym słowem pomogli podtrzymać mój zamiar, dzięki.


5 komentarzy:

  1. Powodzenia Maćku! Trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gacek trzymamy kciuki , jestesmy z Tobą ! Raca, Emilka , Lipa. Ps. Uwazaj , w lęborku dużo cyganów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam decyzję i uzasadnienie tejże. Sam jestem ciekaw jak ta podróż na dwóch nogach będzie przebiegać i będę obczajać postępy :) Ciekaw jestem jak zamierzasz przejść przez moim zdaniem nudne równiny niemiec, holandii i francji - ja podczas jazdy autem tamtędy umieram z nudów, no ale może jest jakaś trasa, którą obierzesz i która wcale nudna się nie okaże - tego Ci życzę i w żaden sposób nie chcę Ciebie demotywować - wręcz przeciwnie, trzymam kciuki!! POWODZENIA :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czesc, tu Dyziak - kolega "szymkow". Pewnie pamietasz mnie z czestych odwiedzin u szyma. Goraco kibicuje Twojej wedrowce. Zaimponowales mi. Twoje postanowienie, decyzja i wreszcie szybkia realizacja sa godne podziwu. Sledze bloga z zaciekawieniem. Dasz rade!! Szacunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, nie sposób Cię zapomnieć, głośniejszej osoby niż Ty chyba długo nie poznam ;) dzięki!

      Usuń